niedziela
8
luty
Imieniny:
Gniewomir, Gniewosz, Honorat, Jan, Ksenofont, Lucjusz, Paweł, Piotr, Salomon, Sebastian, Żaklina

Ludzie z pasją, Najnowsze, Z ostatniej chwili

Z ojca na syna — strażacka sztafeta pokoleń w Moszczenicy Niżnej

Opublikowano: 8 lutego, 2026 o 5:36 pm   /   przez   /   komentarze (0)

Są w Polsce miejsca, w których historia nie zapisuje się w kronikach ani w podręcznikach, lecz w pamięci ludzi, w zapachu dymu po ugaszonym pożarze i w odgłosie syreny przecinającej nocną ciszę. Jednym z takich miejsc jest Moszczenica Niżna (gmina Stary Sącz), gdzie przez ponad sześć dekad służba ochotnicza stała się prawdziwym powołaniem jednego człowieka, a dziś staje się dziedzictwem całej rodziny.

Po 65 latach nieprzerwanej służby druh Władysław Gancarczyk, wieloletni prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Moszczenicy Niżnej, zakończył swoją strażacką wartę. To nie jest zwykłe przejście na emeryturę — to zamknięcie rozdziału, który obejmuje niemal całe życie.

Bo strażakiem ochotnikiem nie bywa się tylko „po godzinach”. Strażakiem jest się zawsze.

Przez dziesięciolecia druh Władysław był tym, do którego dzwoniono najpierw — niezależnie od pory dnia, nocy, świąt czy rodzinnych uroczystości. Pożary, wypadki, powodzie, nagłe zagrożenia — tam, gdzie inni szukali schronienia, on wyruszał do działania. Służył nie dla zaszczytów ani odznaczeń, lecz dla ludzi: sąsiadów, przyjaciół, nieznajomych. Dla wspólnoty.

Pod jego przewodnictwem OSP Moszczenica Niżna przestała być wyłącznie jednostką ratowniczą. Stała się sercem lokalnej społeczności — miejscem spotkań, wychowania młodych pokoleń i szkołą odpowiedzialności. To tutaj młodzi uczyli się pierwszej pomocy, dyscypliny, ale przede wszystkim solidarności. Strażnica była nie tylko budynkiem — była domem.

Wielu druhów przyznaje dziś, że do straży przyszli właśnie przez niego. Nie namawiał — dawał przykład.

Dlatego chwila przekazania dowodzenia miała szczególny wymiar. Podczas uroczystego zebrania zapadła jednogłośna decyzja: funkcję prezesa przejmuje jego syn, Mirosław Gancarczyk.

To rzadki widok, gdy odpowiedzialność nie tylko zmienia właściciela, lecz pozostaje w tej samej rodzinie — jak płomień przekazany z pochodni na pochodnię. W tej jednej chwili spotkały się dwie epoki: doświadczenie i przyszłość.

Nie było w tym patosu ani wielkich słów. Było coś ważniejszego — wzruszenie i cisza ludzi, którzy wiedzieli, że uczestniczą w wydarzeniu wyjątkowym. W strażackiej tradycji istnieje pojęcie „zdanej służby”. Tego dnia naprawdę zostało ono wypełnione treścią.

Ojciec przekazał synowi nie tylko funkcję i obowiązki. Przekazał wartości: gotowość niesienia pomocy, odpowiedzialność za innych, odwagę podejmowania decyzji i przekonanie, że wspólnota jest ważniejsza niż jednostka.

To właśnie jest fenomen Ochotniczych Straży Pożarnych w Polsce. W ponad szesnastu tysiącach jednostek działają ludzie, którzy nie podpisują kontraktów i nie oczekują wynagrodzenia. Łączy ich coś prostego i wielkiego zarazem — poczucie, że ktoś kiedyś może potrzebować pomocy, a oni muszą być gotowi.

Historia rodziny Gancarczyków jest symbolem tej idei. Pokazuje, że strażacki mundur to nie tylko element wyposażenia ratownika. To zobowiązanie, które dojrzewa latami i bywa przekazywane jak rodzinne dziedzictwo.

Dziś druh Władysław kończy aktywną służbę, lecz nie kończy się jego obecność. Bo w każdej akcji, w każdej decyzji i w każdym młodym strażaku, którego kiedyś uczył, pozostaje cząstka jego pracy.

A syrena w Moszczenicy Niżnej wciąż będzie wyła — tak jak przez ostatnie 65 lat. Tyle że teraz do remizy pierwszy wybiegnie jego syn.

Piękna sztafeta pokoleń trwa dalej — z ojca na syna, z serca do serca.

Komentarze

Partnerzy

herb 112092751_901790209899742_1325318935_n  
"